Nasze Psy

Pepsi

Pięcioletnie wcielenie szatana. Pies-wyzwanie, który nauczył mnie najwięcej. Adoptowana z podwarszawskiego schroniska po pierwszych miesiącach życia spędzonych w lesie, które zaowocowały ogromnymi brakami w zakresie wczesnej socjalizacji oraz związanymi z tym lękiem oraz agresją z lęku. Dzięki systematycznej pracy udało się opanować jej lęk i potrzebę kontroli w stopniu pozwalającym na normalne funkcjonowanie w mieście. 

‘Leśna’ natura Pepsi daje jednak o sobie cały czas znać – jej ulubione spacery to te w dzikie miejsca, eksplorowanie chaszczy i krzaków w poszukiwaniu łupu (Spokojnie – na bardzo popularne u nas zające jest jednak zbyt wolna, a okoliczne osły i kozy zupełnie nie chcą uciekać!). 

Kluczem do sukcesu w przypadku Pepsi – jak w przypadku większości psów lękliwych – jest mozolnie wypracowane zaufanie i posłuszeństwo. Pepsi zawsze będzie już trochę psim socjopatą. Potrafi już natomiast obce psy na spacerze kompletnie ignorować i zdecydowanie lepiej się z nimi komunikuje nie używając (jak kiedyś) zębów.

Grey

Grey – ośmioletni mix boksera potrafiący zmiękczyć serce najtwardszych twardzieli. Trafił do nas ze stacji benzynowej na Śląsku, niedożywiony w wieku około 9 miesięcy z masą problemów zdrowotnych – zapalenie trzustki oraz jelit, atopowe zapalenie skóry i nietolerancje pokarmowe.  Doprowadzenie go do stanu, w którym czuje się komfortowo potrwało parę lat. 

Grey kocha cały świat (No dobra, może nie kocha Maxa i jednego kolegi z naszej okolicy, ale męskie przyjaźnie też bywają trudne!) – macha swoim siniakogennym ogonem-biczem w reakcji na uśmiech obcej osoby mijanej na spacerze. 

Problemem Greya jest (był) lęk separacyjny, który od samookaleczania (wygryzanie końcówki ogona, rozdrapywanie skóry, wylizywanie łap), paniki i sikupy w domu udało nam się ‘zaleczyć’ – teraz zostaje sam spokojnie w sypialni na kilka godzin. Uwielbia jedzenie oraz drzemki na kanapie, a szarpak to jego ulubiona zabawka.

Luna

4 letnia suka, sercem i duchem będąca 100% terierem. Mała, energiczna i zacięta.

Adoptowana z Krakowskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt w wieku ok 2,5 miesiąca. Podejrzenie parwowirozy i choroby układu pokarmowego zmusiły ja do odbycia kwarantanny, która znacząco odbiła się na jej psychice. Mimo ciągłej pracy nad socjalizacją, pewnych braków nie da się jednak nadrobić. Chętnie pracuje, łatwo wchodzi na wysokie emocje (które na chwilę obecna można już opanować), wspaniale komunikuje się z innymi psami. Jest jednak jednym z tych psów, które nie wybaczają błędów. Popełniony przez człowieka błąd skutkuje paro miesięcznym „odpracowywaniem” powstałego problemu. Ma niesamowite zdolności do generalizacji bodźców, co przy jej lękliwości nie jest cechą pożądaną. Cecha ta przydaje się jednak w szkoleniu, które uwielbia i w którym spełnia swoje terierowe instynkty. Bardzo wrażliwa i rezonująca ludzkie emocje.

Ramzes

Owczarek będący własnością fundacji, który u Agnieszki jest na „dożywotnim” domu tymczasowym. Inwalida i senior borykający się z masą dolegliwości bólowych i schorzeń, które rzutują na jego zachowanie. Prezentuje zachowania agresywne w stosunku do innych psów, co jest związane z niepewnością spowodowaną własnym inwalidztwem. Kocha wszystkich ludzi, zarówno tych małych jak i  dużych. Ulubioną czynnością Ramzesa jest odpoczywanie w otwartej klatce lub wylegiwanie się na macie chłodzącej. Jest typowym dziadkiem, któremu nie w głowie zabawy i szaleństwa, a który cieszy się z codziennych masaży i spędzaniu czasu na wylizywaniu konga. Typowe „cielę”, które musi trochę „pomyśleć” zanim coś zrobi.

Mona

Mona została znaleziona na ulicy przez Anię i jej znajomą. Miała zostać u nas jedną noc bo byliśmy pewni, że ktoś będzie jej szukać. Ale nikt jej nie szukał, nie miała chipa, za to na szyi miała ślad po łańcuchu. 

Na początku zaczęliśmy szukać jej nowego domu, jednak po kilku dniach z nami, kiedy okazała się super mądrym i stabilnym psem, zauważyłam progres u Lisy. I tak po tygodniu podjęliśmy decyzję, że zostanie z nami. Nie było tak bardzo różowo, bo Mona ma dużo z border teriera . Stosowaliśmy NILF, choć nie było prosto i serce nas bolało, na początku podążała za mną wszędzie, ale kilka miesięcy pracy przy wskazówkach Ani wystarczyło. Bardzo często pomaga nam w pracy przy psach reaktywnych, potrafi być skupiona na mnie całą godzinę i nic co dzieje się wokoło jej nie interesuje.

Uwielbia szarpak i ludzkie towarzystwo. Inne psy toleruje, ale nie jest zainteresowana “zabawą”, dobrze odnajduje się kiedy trzeba jakiś psi konflikt rozwiązać.

Lisa

Lisa i jej obecność w naszym życiu zmieniła naprawdę wszystko. Kiedy braliśmy ją ze schroniska miała u nas zostać tylko tymczasowo. Nie wiedzieliśmy za dużo o psach, jej lęk i panika zgodnie z sugestiami ze schroniska miały zostać przełamane  socjalizacją. Po 10 dniach pobytu u nas Lisa po wizycie znajomych w panice wyskoczyła z 3 piętra łamiąc biodro. Nadal weterynarz i nie tylko przekonywał nas, że nie powinnismy jej izolować i mimo łapy ze śrubami i szpilami powinnismy ją nadal socjalizować.

Czułam, że coś jest nie tak, Lisa zamieszkała w łazience, ponieważ tylko tam czuła się bezpiecznie. Tam mieszkała ponad 3 miesiące, robiła tam wszystko, gdyż ze stresu nie mogła zrobić nic na zewnątrz. Ja zaczęłam szukać informacji i pomocy. Ponieważ mieszkamy w Hiszpanii, nie było to proste bo poza psimi trenerami i psimi przedszkolami nie mogłam nikogo znaleźć w okolicy.

Trafiłam przez przypadek na Anie i tak rozpoczęła się nasza znajomość i praca z Lisa. Po trzech latach z nami Lisa nadal ma swoje lęki, wymaga dużo cierpliwości, czasem odzywa się stary uraz, ale jest coraz bardziej ciekawska, czasem jest odważna, czasem wpada w panikę, ale nauczyliśmy się razem funkcjonować.